Czytasz: Chodnik jak lodowisko. Do kogo mieć pretensje?

Chodnik jak lodowisko. Do kogo mieć pretensje?

Solą, piaskiem albo zwykłym żużlem. To proste metody na śliski chodnik. Problem w tym, że – jak twierdzą mieszkańcy wielu gmin w naszym województwie – zarządcy o nich zapominają.

Z zimą zmagają się nie tylko kierowcy. Pieszym śnieg też daje się we znaki. Potłuczone kolano, poranione dłonie. - A wyszłam tylko wyrzucić śmieci – mówi pani Elżbieta, mieszkanka osiedla Leśna w Dąbrowie Górniczej. Dodaje, że choć chodnik pod jej blokiem był odśnieżony, to parking pokrywała już gruba warta lodu. - Do kogo mogłabym mieć pretensje, gdybym złamała nogę? Od kogo mogłabym domagać się odszkodowania za zaniedbanie? - pyta kobieta.

Wysypali już niemal 6 ton soli

Obowiązek odśnieżania miasta należy do służb miejskich. Problem w tym, że mieszkańcy nie zawsze wiedzą, gdzie zgłosić problem, bo w niektórych miastach o poszczególne części przestrzeni dbają różne jednostki. Np. w Katowicach odśnieżaniem dróg zajmuje się Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej, chodniki zaś leżą w gestii Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów. - Taki jest podział kompetencji. Każdego roku w październiku dostajemy zarządzenie prezydenta, w którym jest jasno określone które drogi mamy odśnieżać, a innych nam nie wolno – mówi Czesław Kopiec, kierownik Zakładu Oczyszczania Miasta w katowickim MZGK. Dodaje, że w tym sezonie zimowym katowickie jezdnie posypano już niemal 6 tonami soli.

Z kilofem na chodnik

Soli unika za to Miejskie Zarząd Dróg i Mostów w Katowicach (zajmuje się odśnieżaniem chodników – przyp. red.). - Bo jest szkodliwa dla środowiska. Stosujemy drobny grysik, który wtapia się w śnieg i powoduje, że powierzchnia chodnika jest chropowata, a co za tym idzie – przestaje być śliska – mówi Konrad Wronowski, zastępca dyrektora ds. eksploatacji w katowickim MZUiM-ie. Dodaje, że w momencie, gdy chodnik pokrywa gruba warstwa lodu, w grę wchodzą już roboty ręczne. - Bierzemy kilofy i lód skuwamy – mówi Wronowski. Okazuje się jednak, że spółka nie odśnieża wszystkich chodników w mieście, a tylko te, które graniczą z miejskimi drogami. Reszta należy już do zarządców budynków: spółdzielni, wspólnot, deweloperów. I tu znów pojawia się problem.

Teren wspólnoty nie zawsze wspólnotowy

Co jeśli wypadek zdarzy się pod blokiem? Odszkodowania możemy domagać się od zarządcy osiedla. Są jednak takie, gdzie sprawy własności gruntu wcale nie są oczywiste. Np. na Manhattanie, jednym z największych blokowisk w Dąbrowie Górniczej, działka na którym stoi część budynków należy do miasta. - Sam się dziwię, ale tak bywało w czasach, gdy Huta Katowice dzieliła swoje grunty – mówi Janusz Osiński ze spółki zarządzającej tutejszymi nieruchomościami. Przyznaje, że wolałby, by teren należał do wspólnoty. - Byłoby łatwiej. Teraz, gdy w chodniku pojawi się wyrwa musimy prosić się o naprawę. Tak załatwilibyśmy wszystko sami, szybciej – zaznacza Osiński. Za odśnieżanie daje służbom miejskim w tym roku trójkę z plusem.

Na cmentarzu też jak na lodowiku

Co ciekawe, problem ze śniegiem i lodem zgłaszają nawet odwiedzający cmentarze. Największa dąbrowska nekropolia usytuowana jest na Górce Gołonoskiej. - Gdy śnieg zamieni się w lód, dosłownie się z niej zjeżdża – mówi Katarzyna Jasion. Dodaje, że sama tego doświadczyła.  - Myślałam, że coś sobie złamałam. Dlaczego nikt nie posypał chociażby głównych alei? - pyta w nerwach. Administracja cmentarza tłumaczy się faktem zepsutego auta z pługiem. To nie tłumaczyłoby jednak zarządcy, gdyby zdarzył się wypadek. Większość spółek oczyszczających miasta jest co prawda ubezpieczona, ale by móc ubiegać się o jakiekolwiek zadośćuczynienie za wypadek trzeba najpierw sprawdzić, do kogo faktycznie należy nieodśnieżony teren.

Czytaj więcej