Czytasz: Były wiceszef PZN skazany za zbrodnie komunistyczne odwołał się

Były wiceszef PZN skazany za zbrodnie komunistyczne odwołał się

Apelację - jeszcze w lutym - rozpatrzy sąd okręgowy w Bielsku-Białej.

Były wiceprezes Polskiego Związku Narciarskiego Andrzej W. odwołał się od wyroku cieszyńskiego sądu rejonowego, który skazał go za to, że jako oficer WOP dopuścił się zbrodni komunistycznej – dowiedziała się w poniedziałek PAP w bielskim sądzie okręgowym.

Były działacz sportowy w latach 80. był oficerem wydziału II Górnośląskiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza w Gliwicach. Prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach oskarżył go o wytworzenie szeregu fikcyjnych dokumentów. Były to zobowiązania do współpracy, pokwitowania odbioru pieniędzy oraz informacje od tajnych współpracowników.

W akcie oskarżenia, który w sierpniu ub.r. trafił do sądu, śledczy zarzucili byłemu Andrzejowi W., że w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i osobistej od lata 1986 r. do wiosny 1989 r. wykazywał w dokumentach, iż Jerzy M. był tajnym współpracownikiem zwiadu WOP o pseudonimie "Filip", choć była to nieprawda.

Zdaniem prokuratora W. popełnił także drugą zbrodnie komunistyczną. Poświadczył nieprawdę w wielu dokumentach z okresu od wiosny 1986 r. do lata 1988 r. Wykazywał w nich, że tajny współpracownik zwiadu WOP Stanisław C., ps. Gerard, kontynuował w tym czasie współpracę. To również nie było prawdą. Andrzej W. działał w celu osiągnięcia korzyści.

W listopadzie ub.r. cieszyński sąd rejonowy uznał, że oskarżony dokonał czynów, które śledczy mu zarzucali. Usłyszał wyrok: 14 mies. więzienia w zawieszeniu na rok. Ma też pisemnie przeprosić poszkodowanych.

Andrzej W. był przez wiele lat wiceprezesem Polskiego Związku Narciarskiego. Szefował też komitetowi organizacyjnemu zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich, które odbywały się w Wiśle. Z funkcji zrezygnował w listopadzie ub.r. Jako oficjalny powód podał nową ustawę o sporcie. "Nakazuje ona lustrację, której się nie poddałem i siłą rzeczy napisałem rezygnację, bo nie chcę się w to bawić" - powiedział wówczas działacz Polskiemu Radiu. (PAP)

Czytaj więcej