Czytasz: Koczują przy drodze i nie chcą pomocy

Koczują przy drodze i nie chcą pomocy

Na wylocie z Katowic wzrok kierowców przykuwa obóz bezdomnych

Katowiczan zainteresował ostatnio widoczny z DK86 obóz bezdomnych. Od roku zamieszkuje go dwóch 40-letnich mężczyzn. To nie pierwsza zima, którą tu spędzą, niejednokrotnie oferowano im pomoc, ale za każdym razem odmawiali.

Bezdomni zasiedlili się w lesie przy wylocie drogi na Wrocław. Jeszcze do niedawna było ich tu więcej, ale dwie osoby chorowały na gruźlicę i udało się je umieścić w szpitalu. Jedna zmarła po spożyciu zatrutego alkoholu. W piątek bezdomnych znów odwiedziła straż miejska i wolontariusze z Towarzystwa Pomocy św. Brata Alberta.

- Oferowaliśmy im miejsce w noclegowniach, wraz z przewozem wszystkich ich rzeczy. Odmówili - mówi Piotr Piętak, rzecznik prasowy katowickiej straży miejskiej. - Panowie twierdzą, że kiedy będą złe warunki atmosferyczne przeniosą się w ciepłe miejsce - dodaje.

Urzędnicy niewiele mogą?

Mężczyźni są pod opieką Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Do wysiedlenia z lasku, nikt oprócz właściciela ziemi zmusić ich nie może. W tym przypadku jest nim miasto Katowice, jednak, kiedy bezdomni nie naruszają prawa i porządku, urzędnicy też wiele nie mogą. - Pozostaje nam tylko apelować do ich rozsądku - mówi rzecznik katowickiego Urzędu Miasta.

To nie odosobniony przypadek. Na terenie miasta w 59 lokalizacjach zamieszkuje aż 112 bezdomnych, wszyscy odrzucają pomoc. W ubiegłym tygodniu jedna z takich osób z powodu niskich temperatur zmarła. - Widziała, gdzie może szukać pomocy, bo zarówno straż miejska, jak i pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, byli z nią w stałym kontakcie, ale z pomocy skorzystać nie chciała - mówi Jacek Marciniak z katowickiego MOPS-u.

Marciniak bezdomnym pomaga od 20 lat. Cieszy się, że w Polsce w końcu obowiązuje standaryzacja pracy. Oznacza to, że każdy pracownik socjalny czy to małej gminy, czy dużego miasta, ma do zaoferowania bezdomnym taką samą pomoc. Ta zimowa, doraźna, gwarantuje miejsce w ogrzewalniach, noclegowniach i schroniskach, jednak aby dostać miejsce w dwóch ostatnich ośrodkach trzeba być trzeźwym. To warunek, który często przesądza o tym, że bezdomni zostają na ulicy.

Bezdomni często wracają

- Zima powoduje, że jesteśmy bardzo spięci - mówi Marciniak. W pracy pana Jacka najważniejsza jest rozmowa, ale ona często nie wystarcza, żeby przekonać ludzi do opuszczenia nielegalnie zasiedlonego przez nich miejsca. Wówczas interweniuje np. zieleń miejska, ale ludzie nawet po wysiedleniach często wracają w te same miejsca.

- Niestety zdarzaja się, że nawet kiedy bezdomny ułoży sobie życie, znajdzie prace, mieszkanie, też wraca na ulicę - mówi Marciniak.

Powody powrotów są różne. Bezdomni przy DK 86 również migrują, można podejrzewać, że stale wracają w to samo miejsce, bo w pobliżu znajduje się sieć ciepłownicza, ale nie tylko dlatego. - Dookoła są też różne punkty gastronomiczne, bezdomni mogą żywić się resztkami jedzenia, które znajdują w ich koszach - mówi Piętak. - Może ktoś pozwala im tam też dorabiać - przypuszcza Piętak.

Obraz namiotów w mokrym lesie, w zimowym przedświątecznym okresie, szczególnie łapie za serce. - Takie miejsca stają się teraz widoczne, bo z drzew spadły liście – wyjaśnia Piętak.

- Jeżeli zauważymy jakiegoś bezdomnego potrzebującego pomocy najlepiej zadzwonić na numer 986. Po przyjęciu zgłoszenia, odpowiednie służby na pewno wyślą pomoc pod wskazany przez nas adres - mówi Marciniak.

Czytaj więcej