Czytasz: Bałagan w samochodzie może zabić?

Bałagan w samochodzie może zabić?

Porozrzucane telefony, zakupy, śmieci nie tylko psują estetykę wnętrza, ale przede wszystkim mogą stanowić realne zagrożenie dla naszego życia podczas gwałtownego hamowania.

Telefon komórkowy położony na tylnym siedzeniu, woda mineralna, torebka - to tylko niektóre przedmioty, których obciążenie podczas ostrego manewru wzrasta o kilkaset procent. W tym przypadku kłaniają się podstawy fizyki - im większa masa i prędkość, tym większa energia kinetyczna pozostawionych luzem przedmiotów.

- Samochód zostaje gwałtownie wyhamowany. Występuje wówczas bardzo duża zmiana energii. Telefon może zachować się jak pocisk. Im większy ciężar przedmiotu, tym większe zagrożenie - tłumaczy dr Dariusz Kajewski, fizyk z UŚ.

Jak dodaje podinsp. Włodzimierz Mogiła z Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Katowicach, “taki telefon komórkowy podczas uderzenia w głowę może zabić”.

SZOKUJĄCE WYNIKI SYMULACJI

Zapytaliśmy fizyka, o nacisk, jaki mogą mieć wspomniane przedmioty w trakcie gwałtownego hamowania. Wyniki są szokujące.

Jeżeli jedziemy samochodem z prędkością 50 km/h to czas zderzenia wynosi 1/10 sekundy.  To jest czas, kiedy ciało z prędkością 50 km/h wyhamowuje do zera. Biorąc pod uwagę te parametry, waga 420 gramowego telefonu w locie może odpowiadać wadze 6 kilogramów. W przypadku wody mineralnej 1,5 litrowej, nacisk wzrasta do 21 kg, z kolei torebki - do prawie 14.

Co z człowiekiem?

- Nacisk, jaki wywierany jest przez pasażera o średniej wadze na przednią szybę, będzie porównywalny z ciężarem jednej tony. To tak, jakby ktoś nas przygniótł jedną toną - wyjaśnia fizyk.

Właśnie temu służą pasy bezpieczeństwa, które chronią nas przed niespodziewanym wyrzutem z siedzenia. W zeszłym roku prawie 46 tysięcy kierowców z województwa śląskiego nie skorzystało z pasów i fotelików ochronnych.

- To jest bardzo duża liczba, a wydawałoby się, że wszyscy te pasy zapinają - komentuje podinsp. Włodzimierz Mogiła.

KONSEKWENCJE NIEOSTROŻNOŚCI

Kierowców i pasażerów obowiązuje Prawo Ruchu Drogowego, które precyzyjnie określa obowiązki i zakazy prowadzących pojazd. Pojazd uczestniczący w ruchu ma być tak utrzymany, aby korzystanie z niego zapewniało dostateczne pole widzenia kierowcy oraz łatwe, wygodne i pewne posługiwanie się urządzeniami do kierowania, hamowania, sygnalizacji i oświetlenia drogi przy równoczesnym jej obserwowaniu.

- Do tego zabrania się umieszczania wewnątrz auta pojazdu wystających, ostrych przedmiotów, które mogą spowodować uszkodzenie ciała osób jadących. Myślę, że klasycznie w naszym kraju przewożenie paneli podłogowych w Seicento narusza powyższe przepisy - tłumaczy Piotr Łysko, adwokat.

W przypadku bałaganu w samochodzie policjanci co najwyżej mogą pogrozić palcem.

- Policjant powinien zwrócić uwagę kierującemu na problem widoczności tylnej szyby, aby miał dobre pole widzenia. Wszystko zależy jednak od tego, w jakich okolicznościach i czym mamy zasłoniętą tylną szybę. Pojazd dysponuje jeszcze lusterkami bocznymi i w nich możemy zobaczyć, co się dzieje z tyłu. Osobiście nie widzę problemu. Jestem kierowcą i zawsze mogę się wspomóc lusterkami bocznymi - tłumaczy podinsp. Włodzimierz Mogiła.

Inaczej jest w kwestii zapinania pasów bezpieczeństwa - jeśli tego nie dopilnujemy, to grozi nam mandat w wysokości 100 zł dla kierowcy i pasażera. Kierowca ponadto dostaje za niezapięte pasy 2 punkty karne, a 4 dodatkowe za pasażera, czyli w sumie 6 punktów karnych. W opinii policjanta, to wykroczenie w odróżnieniu do bałaganu w aucie jest skatalogowane.

- Jeżeli dochodzi do kontroli i te przedmioty się nie przemieszczają, to trudno jest komuś zarzucić, że może się coś stać. Jeśli ktoś nie zapiął pasów, to znaczy, że ich nie zapiął. Kara, dziękuję, do widzenia. Nie możemy karać kogoś za to, że przewozi rzeczy i w trakcie hipotetycznego hamowania może się z nimi coś stać. Nie można karać za “wyobraźnię” - dodaje.

Dbacie o porządek w samochodzie? Dajcie znać!

Czytaj więcej