Czytasz: Awantura o mysłowicki wolontariat trwa

Awantura o mysłowicki wolontariat trwa

Konflikt pomiędzy władzami mysłowickiego schroniska a wolontariuszami trwa w najlepsze. Stawką jest dobro ponad 30 psów oraz dwóch kotów. Czy uda się wypracować kompromis?

Przypomnijmy, że w styczniu pisaliśmy o narastającym problemie w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Mysłowicach, prowadzonym przez Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Z relacji wolontariuszy wynikało, że w placówce dzieje się źle. Padały zarzuty m.in. o to, że psy są źle leczone, zaniedbane, nie mają dostępu do bieżącej wody, ich boksy podczas mrozów nie są ocieplane oraz że kierownictwo placówki nie pozwala na wolontariat. W czasie wielokrotnych kontroli Powiatowego Inspektoratu Weterynaryjnego oraz Urzędu Miasta nie odnotowano żadnych uchybień. Dziś doszło do spotkania, którego celem było wypracowanie kompromisu pomiędzy wolontariuszami, władzami miasta i schroniska.

ZNĘCANIE SIĘ NAD ZWIERZĘTAMI?

Zdaniem Moniki Czopik, inicjatorki petycji ws. zamknięcia schroniska, w placówce dochodzi do poważnych zaniedbań, o których poinformowała wszystkich uczestników spotkania.

- W styczniu adoptowałam psa ze schroniska. Pytałam się miejscowego weterynarza, czy pies nadaje się do adopcji i czy jest zdrowy. Otrzymałam informację, że nie widzi przeciwwskazań. Pies był skrajnie wychudzony z podkasanym brzuchem, zaćmą starczą, wypadającą, matową sierścią z wypadającymi zębami etc. Złożyłam doniesienie do prokuratury, dotyczące znęcania się nad psem - wyjaśnia.

Pozostałe byłe wolontariuszki skarżyły się również na stan jednego z psów, który od ponad 2 lat przetrzymywany jest na tzw. kwarantannie, w odosobnieniu. Na pytanie dlaczego, Anna Giera, kierownik schroniska, odpowiedziała, że jest zbyt agresywny, dlatego jest niedopuszczony do adopcji.

 PROBLEMATYCZNY PRZETARG

Eskalacja konfliktu nastąpiła w styczniu. Wówczas miasto zorganizowało przetarg, który miał wyłonić nowy podmiot sprawujący władzę w schronisku. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami jako jedyne zostało oferentem konkursu.

- Przetarg został ogłoszony po to, by mogły wziąć udział w nim nie tylko TOZ, ale też inne podmioty. Nikt oprócz TOZ stanął do tego przetargu. Uważam, że jest to moja porażka - powiedział na spotkaniu z wolontariuszami i władzami schroniska Tadeusz Witański, naczelnik Wydziału Komunalnego w Mysłowicach.

Wolontariusze domagają się, by ich postulaty i żądania zostały wpisane do postępowania przetargowego, bowiem tylko w ten sposób mogą mieć wpływ na sytuację schroniska.

- Są dziesiątki osób, które chcą wyprowadzać te psy. Niestety wszyscy odbijają się od klamki. Jeśli nie będzie zapisu w przetargu o wolontariacie, to wszyscy mamy drogę zamkniętą. I my, i zwierzęta - wyjaśnia Monika, była wolontariuszka schroniska.

KOLEJNA RUNDA JUŻ ZA TYDZIEŃ

Zdaniem Michała Dąbrowskiego z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z Warszawy, należy “wyprostować sprawy, które są nie halo” i dojść do konsensusu.

- Musimy usiąść przy stole i wypracować wspólny kompromis. Nie możemy szukać różnic, lecz rzeczy, które nas łączą - powiedział.

Podobnego zdania był Witański, który oczekuje od TOZ-u wprowadzenia konkretnych zmian.

- Teraz zróbmy wszystko tak, jak należy. Zróbmy normalne spotkanie w Urzędzie Miasta. Proponujemy je w przyszłym tygodniu. 14 marca jest rozstrzygnięcie konkursu. Chcemy wprowadzić postulaty wolontariuszy do konkursu, tak żeby i wy (wolontariusze) i pracownicy TOZ byli zadowoleni - podkreślił.

Przypomnijmy, że pierwsze spotkanie wolontariuszy z władzami miasta na temat problemu w schronisku miało miejsce trzy lata temu. Jak powiedział mediujący podczas rozmowy Edward Lasok, prezydent Mysłowic, na poprzednim spotkaniu zostały wypracowane pewne kwestie, które miały być realizowane. - Na dobrą sprawę nic nie zostało zrealizowane i to jest sytuacja, która denerwuje wszystkich - tłumaczy.

Czy wolontariusze i zarządcy TOZ wypracują kompromis? Sprawie będziemy się przyglądać.

Czytaj więcej