Czytasz: Asy piłki o dobrych czasach Stadionu Śląskiego

Asy piłki o dobrych czasach Stadionu Śląskiego

Nowy stadion i wspomnienia o starym. Prawdziwe asy piłki nożnej wracają do przeszłości.

Antoni Piechniczek, rocznik 1942, piłkarz Ruchu Chorzów, trener, szkoleniowiec reprezentacji Polski:

Gdy Stadion Śląski był oddawany do użytku w 1956 roku, miałem 15 lat i byłem akurat na letnich koloniach. Żałowałem, że nie mogę obserwować pierwszego meczu w historii tego obiektu. Niemniej jednak mieszkałem w linii prostej jakieś 2,5 kilometra od Śląskiego, dlatego niemal każde wydarzenie sportowe - szczególnie zaś piłkarskie - odbywało się z moim udziałem. Z całą odpowiedzialnością mogę dziś powiedzieć, że gdyby wszystkie areny kultury w kraju: opery, teatry, muzea...zamknąć w kategorii kultury masowej, to żaden z nich nie gościł tylu wybitności, ile Stadion Śląski. I to nieprzerwanie od lat 50-tych aż do przełomu XX i XXI wieku.

Natomiast od strony czysto sportowej muszę zaznaczyć, że to właśnie tu, na tej murawie, cztery razy z rzędu zdobyliśmy awans do finału Mistrzostw Europy. Ten stadion to przedmiot dumy i satysfakcji całej śląskiej piłki nożnej! Władze za czasów komuny, w latach 50-tych wybudowały dwa identyczne obiekty: jednym był właśnie Stadion Śląski, drugim zaś Stadion Dziesięciolecia w Warszawie. Przy czym Ślązacy za sprawą swojej operatywności, oszczędności i przyszłościowego planowania potrafili swój stadion eksploatować przez 50 lat. Warszawa ze swojego szybko uczyniła największy w Europie bazar. I szkoda tylko, że Stadionowi Śląskiemu nie było dane przeżyć wcześniej gruntowej modernizacji. Szkoda, że nie było mu dane wybić się na Mistrzostwach Europy – co bardzo przeżywałem. Mam nadzieję, że dzięki obecnym władzom i wam – dziennikarzom, Stadion Śląski znów odzyska swoją wielkość.

Jan Tomaszewski, rocznik 1948, bramkarz, trener, medalista olimpijski:

Stadion Śląski za tamtych, moich czasów, był po prostu mekką polskich piłkarzy! Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że był to jedyny stadion w Polsce, gdzie zjeżdżali się ludzie kochający piłkę. Stwarzali taki doping, że nas to powalało. Dawało taką adrenalinę, którą porównać można chyba tylko do sytuacji pożaru w domu i momentu, gdy człowiek potrafi wykazać się taką siłą i odwagą, by wynieść z niego rzeczy, których normalnie nie byłby w stanie udźwignąć. Co więcej, ja przez ten stadion do dziś nie zaśpiewam hymnu państwowego! Świadomość, ze te 100 tysięcy ludzi z widowni na mnie patrzyła, była porażająca. Ja po prostu płakałem jak kibice śpiewali. Wiedząc, że kamera idzie po naszych główkach, zawsze zastawiałem twarz rękawicą. Nie chciałem, żeby beksę pokazywali w telewizji (śmiech). Pamiętam też, że z Niemcami graliśmy 1 Maja. Na pochód, ściągany zresztą przez władze, wybrało się wówczas z 5 tysięcy osób, z flagami. Na Stadionie Śląskim było ich dwadzieścia razy tyle i większość miała ze sobą flagę, choć nikt im nie kazał. Tutaj, na tej śląskiej murawie każdy dawał z siebie wszystko. Jak to mówi Boniek - „coś z wątroby. Bo Stadion Śląski po prostu zobowiązywał!

Stanisław Oślizło - rocznik 1937, kapitan reprezentacji Polski i Górnika Zabrze, strzelec jedynej bramki w historii polskiej piłki w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w meczu z Manchesterem City:

Podobnie jak moi sławni koledzy, tak i ja, Stadion Śląski wspominam bardzo miło i emocjonalnie. To tutaj odbywały się wszystkie – zdaje się poza jednym - mecze klubowe Górnika Zabrze. To tu odbyliśmy wszystkie spotkania pucharowe. Czasem, jak w meczu z Manchesterem United, zabrakło jednej bramki, ale wspomnienia związane z tym miejscem, z tym stadionem mam fantastyczne. Co warto podkreślić, wszystkie te mecze miały komplet publiczności. My jako zawodnicy bardzo chwaliliśmy sobie murawę Śląskiego i niezłe zaplecze. Jak na tamte czasy szatnie były całkiem duże i wygodne, z prysznicami i odnową biologiczną. Jedyne długo tunel prowadzący na boisko – zrobiony z betonu – wspominam z mniejszym entuzjazmem. Był po prostu nieładny (śmiech).

Martwi mnie natomiast fakt, że obiecywano nam w Warszawie, że Stadion Śląski pozostanie narodowym, że ta nazwa nie ulegnie zmianie, a jednak tak się właśnie stało.

Hubert Kostka, rocznik 1940, bramkarz Górnika Zabrze, kapitan reprezentacji Polski, trener i mistrz olimpijski:

Wspomnień związanych ze Stadionem Śląskim mam bardzo dużo. To m.in. start w Pucharze Europy w 1961 roku. Wszystkie mecze, może bez dwóch, graliśmy właśnie tutaj. Nic dziwnego, że ze Śląskim związany jestem uczuciowo. Dla mnie to też stadion rekordowy. Na mecz o Puchar Europy z Austrią Wiedeń przyszło aż 130 tysięcy kibiców! I to pewna informacja, ponieważ mam ją od osoby, która była odpowiedzialna na bilety, od sekretarza w Górniku, który wspólnie z 17-letnim synem zajmował się tym sprawami. Na samej koronie Stadionu Śląskiego było wówczas tłum. Wszystkie przejścia między sektorami były zajęte przez kibiców. I o dziwo nie było żadnych bójek, żadnej rozróby. Dziś to w ogóle nie do pomyślenia, ale na mecze na Stadion Śląski szły dosłownie wycieczki po 15-20 tysięcy ludzi. Z Zabrza szli na piechotę.

Czytaj więcej