Czytasz: Albo metropolia, albo wstyd
Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż prezydenci naszych miast podejmą twórczą i kreatywną współpracę.

Tworzenie metropolii na Śląsku i w Zagłębiu przypomina długi i ciężki poród. Coś, co wydaje się naturalne i co powinno już od dawna stanowić nasz, mieszkańców regionu, chleb powszedni, jest przedmiotem gorszących przepychanek, ambicji i politycznych rozgrywek. Od kilku lat, gdy pojawił się pomysł metropolii Silesia, nasz region czeka na ustawę, która dałaby ramy prawne i finansowe wsparcie.

Kiedy już taka ustawa powstała, została przegłosowana przez poprzednią większość sejmową i podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę, wtedy posłowie PiS, już w nowym sejmie, postanowi wywalić ją do kosza. Podług logiki: „skoro nie nasza, to na śmietnik”. Szybko zgłosili więc „swoją” ustawę, która w przygniatającej większości jest powieleniem zapisów poprzedniej. Różnica jest taka, że ustawa, która mogłaby już obowiązywać, wejdzie w życie najpewniej dopiero w lipcu 2017 roku. Powiem jak na spowiedzi: nie jest ważne już, kto ustawę „klepnie”. Ważne, by ona w końca dała, przede wszystkim naszym samorządowcom i nam, mieszkańcom, warunki możliwości stworzenia związku metropolitalnego. 

Pierwszy krok

Sęk w tym, że ramy prawne, to jedynie pierwszy krok. I zaryzykuję stwierdzenie, że wcale nie najtrudniejszy. Dlaczego? Ano dlatego, że nawet przy złym prawie, jeśli ludzie chcą ze sobą współpracować i współdziałać, to mogą robić fantastyczne rzeczy. I, z drugiej strony, nie ma tak dobrego prawa, w ramach którego, jeśli ludzie nie będą chcieli ze sobą współdziałać, to uda im się zrobić coś sensownego. A doświadczenie projektów ponadmiejskich w regionie pokazuje, by podać choćby kondycję KZK GOP, że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż prezydenci naszych miast podejmą twórczą i kreatywną współpracę.

Dziś mamy raczej partykularyzm i egoizm. Cóż więc stoi na przeszkodzie do działania i – jeśli nawet będziemy już mieć ustawę metropolitalną – kreatywnej i efektywnej współpracy? Mówiąc jednym słowem: mentalność! Jeśli więc na serio chcemy, by nasza metropolia zaczęła dobrze działać, już dziś musimy zacząć inaczej myśleć o współdziałaniu. Cóż więc musi się zmienić w naszej świadomości, by metropolia nie była tylko aktem prawnym, ale chlebem powszednim codziennego życia?

Musi być zaufanie

Po pierwsze więc, tworząc metropolię, osią relacji między poszczególnymi miastami i ich władzami, ale także między mieszkańcami, musi być zaufanie. Dlaczego? Bo zaufanie jest tańsze niż podejrzliwość. Zaufanie wiąże się też z przekonaniem, że metropolia oznacza zintegrowaną całość, w której Katowice są tak samo ważne jak Mysłowice, a Chorzów tak samo ważny jak Tychy. Bez zaufania i przekonania, że to metropolia jest naszą wielką wspólną łodzią, w której wszyscy płyniemy i wszyscy powinniśmy wiosłować w tym samym kierunku, dalekiej drogi nie przebędziemy. A rychło możemy ugrzęznąć na mieliźnie. 

Po drugie, współpraca i kooperacja. Powtarzam, że tam, gdzie ludzie ze sobą w sposób mądry współpracują, wszyscy na tym zyskują, tam, gdzie ludzie w sposób niemądry ze sobą konkurują, wszyscy na tym tracą. Podobnie jest z miastami: współpraca i kooperacja w ramach metropolii oznacza, że – mam nadzieję – stadiony nie będą budowane co 20 kilometrów, gdyż mija się to z celem i jest absurdalne z ekonomicznego punktu widzenia. Że centra kongresowe nie będą budowane co 50 kilometrów, gdyż dziś MCK w Katowicach i Podium w Gliwicach raczej nie mają szans na utrzymanie (bez dotacji miejskich), gdyż są skazane na walkę o tego samego klienta i te same imprezy, kongresy itd. itd.

Po trzecie, jako metropolia, nasz potencjał gospodarczy, ekonomiczny i społeczny rośnie. Inaczej potencjalni inwestorzy rozmawiają z jednym miastem, a inaczej będą rozmawiać z metropolią, której potencjał gospodarczy, ekonomiczny, kulturowy będzie przecież największy w Polsce. Nie muszę chyba namiętnie przekonywać, że razem – w ramach metropolii – jesteśmy po prostu dużo bardziej atrakcyjni w oczach potencjalnych inwestorów czy organizatorów wielkich imprez. Dlaczego Chorzów przegrał EURO 2012? Bo jaki potencjał ma małe miasto Chorzów, a jaki potencjał metropolia Silesia?

Po czwarte, metropolia pozwoli nam, mam nadzieję, podejmować działania, które mają charakter ponadmiejskich wyzwań w twórczy sposób. Myślę choćby o problemie smogu, który szczególnie dziś daje się tak mocno we znaki. I który nic nie robi sobie z granicy między Katowicami a Sosnowcem. Z powodu „brudnego” powietrza umiera przedwcześnie rocznie prawie 45 tys. Polaków. Polak żyje krócej o dziewięć miesięcy. Jak podała Europejska Agencja Ochrony Środowiska, tylko w pierwszej dziesiątce miast o najgorszej jakości powietrza znalazły się cztery bułgarskie miasta i aż sześć polskich, w tym m.in. Gliwice, Zabrze, Sosnowiec i Katowice. Smog atakuje nasze mózgi, serce i płuca. Liczne badania potwierdzają większą umieralność związaną z chorobami układu krążenia i układu oddechowego, m.in. chorobą niedokrwienną serca, przewlekłą obturacyjną chorobą płuc, astmą i rakiem płuc. Powoduje udary mózgu, zwiększa ryzyko choroby Alzheimera, niewydolność serca, zakrzepicę żył. Prowadzi także do przedwczesnego starzenia się układu nerwowego, a w konsekwencji do przyspieszenia i nasilenia procesu upośledzenia zdolności poznawczych u osób starszych. Dzieci mieszkające na terenach o wyższym poziomie zanieczyszczeń powietrza osiągają gorsze wyniki w nauce niż ich rówieśnicy z mniej zanieczyszczonych terenów. Chcecie mi powiedzieć, że można skutecznie walczyć ze smogiem w Katowicach, nie interesując się tym, co dzieje się w Mysłowicach czy Chorzowie? Oczywiście, że nie: razem, znaczy tu więcej i efektywniej.

Dobre miejsce do życia

Last but not least: już dziś musimy zacząć budować miękką siłę metropolii Silesia. Co przez to rozumiem? Pokazywać, że to jest dobre miejsce nie tylko do inwestowania, nie tylko dobre miejsce do robienia biznesu, ale również do życia, gdzie dba się o jego komfort. Metropolia Silesia nie będzie sukcesem, jeśli nie uda nam się stworzyć dobrego i efektywnego transportu publicznego, który dziś jest wyznacznikiem nowoczesnego miasta. Bo nowoczesną metropolię poznaje się nie po tym, że biedny jeździ samochodem, ale po tym, że bogaty jeździ transportem publicznym.

Nie będziemy, jako metropolia, atrakcyjni, jeżeli tereny poprzemysłowe nie będą rewitalizowane, jeśli nie „pozbędziemy” się aut z centrów naszych miast, jeśli nie zadbamy o tereny zielone w miastach, jeśli nie zaczniemy budować ścieżek rowerowych pomiędzy miastami i jeśli nie stworzymy dobrej i atrakcyjnej oferty kulturowej. Duński urbanista Jan Gehl mówi, że dzisiaj miasta – a ja dodam – regiony czy metropolie, konkurują ze sobą o turystów, inwestycje i konferencje czy przedsiębiorców w taki sam niemal sposób, jak supermarkety walczą o klientów. Decyzje przedsiębiorców czy turystów do jakiego miasta pojechać, w jakim mieście zamieszkać, coraz częściej zależą od ich atrakcyjności. Jeśli nasza metropolia będzie mieć opinię zakorkowanej, zanieczyszczonej, szarej i pozbawionego zieleni oraz z marną ofertą kulturalną, nie będzie postrzegana jako atrakcyjna. Krótko: metropolia Silesia albo będzie sexy, albo nie będzie jej wcale!

Możemy być pionierami

I ostanie słowo: metropolia jest dla nas wielką szansą, ale i dużym zagrożeniem. Szansą, bo możemy być pionierami w kraju – możemy pokazać całej Polsce na czym polega twórcza współpraca i jakie korzyści z niej wynikają dla nas – mieszkańców i dla regionu, który staje się atrakcyjny, modny i otwarty. Pokazać, że na Śląsku potrafimy ze sobą współpracować, budząc podziw, ale i zazdrość innych regionów. Ale metropolia to też zagrożenie, bo jeśli nie będziemy potrafili się dogadać i twórczo współpracować, to Warszawa będzie mieć kolejny argument, że trzeba trzymać Śląsk na krótkiej smyczy. Jeśli zatem, przepraszam za mocne słowo, spieprzymy projekt zwany metropolia Silesia, to oczywiście nie będzie to zbrodnia. Będzie to jednak błąd, którego – i słusznie – nie wybaczą nam nasze dzieci. O wstydzie nie wspomnę.

Jarosław Makowski jest filozofem, teologiem, publicystą, miejskim aktywistą oraz radnym Sejmiku Śląskiego z ramienia PO. Autor książki: „Wariacje Tischnerowskie” (2012).