Turystyka, Relacja, Komentarz

Afera w tarnogórskim szpitalu. Ucierpią pacjenci?

Zamkną czy nie zamkną? - zastanawiają się od kilku miesięcy chorzy. Prezes szpitala w Tarnowskich Górach grzmi o pustej kasie i obwinia o wszystko starostę. Ten wreszcie zabiera głos.

- Nie ma już żartów. Zwołuję powiatowy zespół kryzysowy – powiadomił we czwartek Józef Burdziak, starostaa tarnogórski. Wyjaśniał, że to efekt utraty zaufania wobec Izabeli Paprotnej, prezeski spółki, która od piętnastu miesięcy zarządza Wielospecjalistycznym Szpitalem Powiatowym im. B. Hagera w Tarnowskich Górach. - Nieudolnie zarządza, a to jedyny szpital w całym powiecie. Nie mogę ryzykować zdrowiem i życiem mieszkańców – mówił starosta.

40 lat bez remontu

Napięta sytuacja w tarnogórskim szpitalu trwa od kilku tygodni. Placówka rocznie przyjmuje ok. 70 tys. pacjentów i – jak Paprotna ogłaszała na początku października – część oddziałów może zostać zamknięta. Wszystko przez niespełnianie wymogów NFZ, a dokładnie rzecz biorąc – wołający o pomstę do nieba stan techniczny kilku oddziałów, w tym nieremontowanego od 40 lat oddziału psychiatrycznego. Szpital zobowiązał się gruntowych remontów, budowy nowego bloku operacyjnego i lądowiska dla helikopterów. Problem w tym, że szpitalna kasa jest pusta, a inwestycje oszacowano na ok. 20 mln zł.

Raporty pisane na kolanie

O pieniądze na poprawę warunków w szpitalu prezes Paprotna zaapelowała do starosty tarnogórskiego. Gdy ten przypomniał, że powiat też jest w programie naprawczym i prawo nie zezwala mu na takie posunięcie, zaczęła wojnę medialną. Na czwartkowej konferencji prasowej, zwołanej na moment przed tą, którą zorganizował starosta, wytykała osobom z otoczenia Burdziaka m.in. brak kompetencji, sporządzane na kolanie raporty o stanie organizacyjnym szpitala i brak pomysłów na ratowanie placówki. - W jednym z raportów zarząd spółki jako czynności naprawcze napisał: „wszyscy pracownicy proszeni są o zgłaszanie swoich propozycji”. Tak ma wyglądać profesjonalizm w wykonaniu zarządu? – pytała prezes szpitala. Bronił jej personel szpitala i związki zawodowe. Przy szpitalnym wejściu rozciągnęły białą płachtę z napisem tej treści. Pod banerem ustawiono zielone paprotki. - Chcieliśmy rozmawiać ze starostą o sytuacji szpitala, ale nie pojawił się na żadnym spotkaniu. Teraz ma pretensje, że sprawę nagłośniliśmy medialnie – zaznaczali przedstawiciele związkowców.

Starosta uspokaja, ale ma już dość

- Nie ujawniałem pewnych spraw, bo nie chciałem sprowadzać tematu do poziomu moich oponentów – wyjaśniał we czwartek starosta Józef Burdziak. - Ale mam już dość! Najwyższy czas by zająć stanowisko. Szpital nie może być elementem gry politycznej czy medialnej – przekonywał starosta tarnogórski. Uspokajał, że los szpitala nie jest zagrożony. - Pani prezes sieje strach wśród pacjentów i pracowników szpitala. Zapomina, że placówka dostała już pieniądze w różnej postaci, m.in. w formie aportów nieruchomości. Niestety część z nich przez nieudolne zarządzanie szpitalem przepadło – stwierdzał i podawał przykłady. - Szpital stracił 6 mln zł dofinansowania z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, ponieważ pani prezes Paprotna nie złożyła odpowiedniego wniosku – rozkładał ręce Burdziak. Zapewniał, że w przyszłorocznym budżecie powiatu, zarezerwuje pieniądze dla szpitala. - Zadłużenie mnie martwi, ale jeszcze bardziej fakt, że pani prezes brała zobowiązania w parabankach. Nie pozwolę, by szpital przeszedł w prywatne lub komornicze ręce – zaręczał Budziak.

Zmiana kategorii na: Lifestyle