Relacja

Afera o ukraiński węgiel. Sprzedaje go firma z Katowic

Katowicka spółka Doncoaltrade, kierowana przez ługańskiego separatystę sprawdzała do Polski antracyt. Węgiel wydobywano w kontrolowanym przez Rosję Donbasie.

Aferę odkryli dziennikarze „Dziennika Gazety Prawnej”. Ujawnili ją 4 października. Zarejestrowana w Katowicach firma sprowadzała do Polski antracyt z okupowanej przez Rosję części Zagłębia Donieckiego, a kontrolę nad jej działalnością sprawuje Ołeksandr Melnyczuk, były wiceminister energetyki samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej – donosił DGP.

Wjeżdża na „fałszywkach”

Spółka ma swoją siedzibę w biurowcu przy ul. Barbary 21 w Katowicach. Jej sąsiedzi donoszą, że stoją w niej meble. Ktoś płaci za czynsz, ale nikt tu nie urzęduje. Według KRS-u spółkę zarejestrowano w 2012 roku. Od tego momentu miała sprowadzać do Polski antracyt z Ukrainy. Na podstawie nielegalnych dokumentów. - Sfałszowanego certyfikatu pochodzenia – podkreśla DGP. I dodaje, że ukraiński antracyt jest wydobywany wyłącznie na terytoriach kontrolowanych przez samozwańcze republiki ludowe. Doniecką i ługańską.

CZYTAJ TAKŻE: 10 TYSIĘCY ZA DEPUTAT

Krociowe zyski

Czym jest antracyt? To najbardziej energetyczny rodzaj węgla. Drogi, ale ekonomiczny. Zamiast 5 ton na zimę wystarczy mniej więcej połowa. Zyski z jego sprzedaży trafiają m.in. do kieszeni Ihora Płotnyckiego, czyli szefa samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej. Nie małe. Ukraińskie media podają, że mafijni właściciele tzw. kopanek sprzedają antracyt po 22 dol. za tonę, podczas gdy jego oficjalna cena na polskiej granicy sięga 140 dolarów USA.

Krzysztof Tchórzewski, minister energii o całej sprawie dowiedział się od dziennikarzy DGP.

Czytaj więcej

 

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Zdrowie