Relacja

2,5-letnia Julka nie żyje. „Matka nie prosiła o pomoc”

- Lepiej niech się nie pokazuje. Nie będzie miał tu życia – mówią o konkubencie 24-letniej Marii jej sąsiedzi. Zszokowani, że związek mieszkanki Piekar Śląskich z 32-latkiem zakończył się tak tragicznie.

Szare osiedle. Jedyny odświeżony, pomalowany na żółto budynek. Pod klatkę na rogu ul. Armii Krajowej w sobotę przed godz. 21 podjeżdża karetka. Ratownicy idą na drugie piętro. Po kilkudziesięciu minutach lekarz pogotowia dzwoni na policję. Informuje o śmierci 2,5-letniego dziecka. Mówi o siniakach na ciele dziewczynki.

Uśmiechała się do wszystkich

- Drobna blondyneczka. Pocieszne dziecko – opisują około 2,5-letnią dziewczynkę sąsiedzi rodziny. - Do wszystkich się uśmiechała – dodają. Niektórzy podejrzewają, że była lekko upośledzona. - Oczko jej uciekało. Ale to dziecko, wszystko mogło się jeszcze unormować – mówi Maria Ertel, lokatorka z trzeciego piętra. Przyznaje, że sama ma wnuczkę w podobnym wieku. - Nie możemy się otrząsnąć. Nie było żadnych kłótni czy hałasów. Nic nie wskazywało, że może dojść do takiej tragedii – dziwi się pani Maria.

Pytam, czy nie widziała wcześniej siniaków na ciele dziewczynki. Lekarz pogotowia przekazał taką informację policji. - Nie widziałam, ale ostatnio rzadko się pokazywały. Latem biegały z siostrą po podwórku – wspomina kobieta.

5-letnią siostrę Julki - Wiktorię - w nocy zabrał ośrodek pomocy społecznej.

Dbała o dzieci, ale miała konkubenta

O swojej 24-letniej imienniczce - matce dziewczynki - pani Maria mówi dobrze. - Dbała o córki, nie chodziły brudne, nic z tych rzeczy – przekonuje. W podobnych słowach opisuje ją sąsiad z pierwszego piętra. - Normalna, przyjemna dziewczyna. Tę starszą prowadzała codziennie do przedszkola. Tylko miała jakiegoś konkubenta – zawiesza głos Krzysztof Stelmaszczyk. - Myśli pan, że to on? - pytam. Mężczyzna przyznaje, że nie znał partnera Marysi. - Praktycznie go nie widziałem, ale nikt inny mi do głowy nie przychodzi – przyznaje lokator.

Gdyby tylko komuś się przyznała...

Policja w sobotę w nocy zatrzymała matkę Julki i jej 32-letniego konkubenta. - Miał 2 promile alkoholu, kobieta była trzeźwa – mówi st. asp. Dagmara Wawrzyniak, rzeczniczka policji w Piekarach Ślaskich. Potwierdza informacje o siniakach na ciele dziecka. - Nie były to jednak świeże ślady – mówi aspirantka. Na miejscu miał zjawić się też ojciec dziewczynki. - Gdybyśmy go nie powstrzymali, to nie tylko dziecko w worku by wynosili – mówi sąsiad z bloku obok. Przyznaje, że sam ma piątkę dzieci. - Czasem da się klapsa, ale żeby aż tak...- zawiesza głos. - Tu mówili jak wyglądała, podobno cała była w sińcach – denerwuje się mężczyzna. Przyznaje, podobnie jak inni sąsiedzi, że 2,5-latki dawno nie widział. Być może było za zimno na spacery, być może matka celowo jej nie pokazywała. - Gdyby Marysia tylko poprosiła o pomoc. Komuś się przyznała, komukolwiek…- mówi mężczyzna.

Pił? „To mało powiedziane”

Kim jest konkubent 24-latki? Sąsiedzi mówią, że 32-latek pracował w Holandii. Do Piekar Śląskich przyjeżdżał raz na jakichś czas. - Pił? - pytam wprost. - Pił? To mało powiedziane. Pił, ćpał! - mówi jeden z sąsiadów. - Jak on się tu jeszcze pokaże, to go zabiją. Na miejscu! - nie ukrywa nerwów. - Już mi się wczoraj scyzoryk otwierał. Poszedłem do domu, bo mnie dzielnicowy chciał zawinąć – przyznaje mężczyzna.

Co naprawdę działo się na drugim piętrze w bloku przy ul. Armii Krajowej? - W poniedziałek rano matka i jej konkubent będą przesłuchiwani. Czekamy, bo mężczyzna musi wytrzeźwieć – zaznaczała w niedzielę rzeczniczka piekarskiej policji.

- To będzie już drugi pogrzeb w tej rodzinie – mówi sąsiadka 24-latki. - Przed dwoma lat, chyba też w grudniu, pochowała swoją matkę – wspomina kobieta.

Czytaj więcej

 

 

 

Zmiana kategorii na: Karolinki 2017